Artykuły
Na wszelki wypadek...
Wypadki chodzą po ludziach. Po innych ludziach. Tak zwykliśmy uważać przynajmniej do momentu, gdy sie okazuje, że ludzie po których te wypadki chodzą to też my. Czy Polak jest chociaż mądry po szkodzie?
Z drugiej strony, stale przybywa firm oferujących uzyskanie odszkodowań za uszczerbek na zdrowiu albo straty materialne podczas wypadków w pracy, komunikacyjnych, przestępstw i innych zdarzen losowych. Czy zawsze przysluguje odszkodowanie? W czym może pomóc agencja? W czym może sobie pomóc sam poszkodowany?
Tutkaj Services to jedna z najdłużej działających polskich agencji w branży odszkodowań. Andrzej Tutkaj zajął się pomocą ofiarom różnego rodzaju wypadków na długo przed wejściem Polski do Unii Europejskiej i otwarciem brytyjskiego rynku pracy. Wcześniej pracował jako negocjator w brytyjskich firmach ubezpieczeniowych, co umożliwiło mu poznanie procedur i dróg prawnych jakie obowiazują na Wyspach.
Nie jest odkryciem Ameryki, że przed 2004 rokiem Polacy również pracowali w Wielkiej Brytanii, tyle ze na czarno. Również ulegali wypadkom. - Poszkodowani bali sie jeszcze kary, albo deportacji. Z prośbą o pomoc nierzadko zgłaszaly się rodziny pracowników, którzy ponieśli smierć w wypadku lub doznali trwałego kalectwa – mówi Andrzej Tutkaj. Ten Polak urodzony i wykształcony w Wielkiej Brytanii uswiadamiał dopiero wielu rodakom przybyłym z kraju, iż nawet jeśli pracują nielegalnie, to mają tutaj pewne prawa. Mogą ponieść konsekwencje za łamanie przepisów emigracyjnych, ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby ubiegali sie o odszkodowanie za wypadek w czasie pracy. Pracodawcy zaś, jak wspomina Tutkaj, czuli sie wówczas zupełnie bezkarni i z pełną premedytacją wykorzystywali wystraszonych, godzących się na każde warunki, nielegalnych pracowników.
Profesjonalnie, skutecznie, dyskretnie
Obecnie jest już znacznie lepiej. Mamy na Wyspach – przynajmniej teoretycznie – takie same prawa jak obywatele brytyjscy. W kazdym razie gdy idzie o prawa pracownicze. Co więcej, agendy rządowe prowadzą nawet kampanie na rzecz poprawy świadomości BHP wśród Polaków. Niedawno, również na łamach Tygodnika, akcję zachęcającą polskich robotników budowlanych do zwrócenia baczniejszej uwagi na warunki w jakich pracują prowadził Healt and Safety Executive.
Wypadki jednak zdarzają się i zdarzać będą. - Dzięki temu, że jest wiele firm podobnych do mojej, pracodawcy znacznie rzadziej próbują „tuszować” zdarzenia, co było kiedyś na porządku dziennym. Sam prowadziłem sprawę, gdy młody mężczyzna stracił wszystkie palce u jednej ręki, a szef dal mu „z dobrego serca” bodaj 500 funtów i kazał wracać do Polski – opowiada Andrzej Tutkaj. Jednocześnie wyjaśnia, iż wysokość odszkodowania jest zależna od faktycznie poniesionej szkody i często sprawy – zwłaszcza te trudniejsze, gdzie w grę wchodzą znaczne kwoty – ciagną się długo. - To nie jest tak, że dziś wypadek, a jutro pieniądze. W prostszych przypadkach rzeczywiście procedury mogą byc krótsze, ale właściwie każda sprawa jest inna – dodaje. Dlatego nie obiecuje klientom „gruszek na wierzbie” i z reguły trafnie ocenia jakie są szanse na uzyskanie odszkodowania oraz w jakiej wysokości. Bywa, że w grę wchodza grubsze pieniądze i wtedy potrzebna jest jeszcze... dyskrecja. Nagłośnienie sprawy – choćby w celu promocji biura prowadzącego ją – może skutkować np. pojawieniem sie licznych „przyjaciół” chętnych ulżyć poszkodowanemu w dźwiganiu ciężaru... gotówki.
Dlatego Andrzej Tutkaj nie ujawnia konkretnych przypadków jakimi sie zajmował lub obecnie zajmuje. Jeden z nich był jednak szeroko opisywany w mediach – tak polonijnych, jak krajowych. To sprawa Pawła Szczotki, który w 2005 roku został przygnieciony na budowie fragmentem dwutonowej plyty. Doznał zmiażdzenia nóg i miednicy. Cud ze przeżyl, ale do końca życia będzie się poruszał na wózku inwalidzkim. Proces trwal trzy lata, ale w końcu uzyskano godziwe odszkodowanie. Biuro Tutkaja uczestniczyło w postępowaniu od samego poczatku do końca. Uzyskanie odszkodowania wymaga czasem zaangażowania sztabu ludzi, w tym prawników, rzeczoznawców i lekarzy. Sporo może pomóc sam poszkodowany.
Każdy papier może pomóc
Jakkolwiek wypadek zawsze wiąże sie ze stresem, potęgowanym jeszcze doznanym urazem, to dla własnego dobra warto zachować się racjonalnie. Andrzej Tutkaj radzi, aby gdy jest potrzeba udzielenia pomocy medycznej zawsze wzywać karetkę pogotowia, a nie zgadzać się, żeby ktoś „podwiózl” nas do szpitala. Personel karetki musi sporzadzić dokumentację co do okoliczności zdarzenia, stwierdzonych urazów i stanu osoby do której zostali wezwani. To znakomicie ułatwia późniejsze działania, tym bardziej gdy pracodawca próbuje przedstawiac inną wersję. Należy również ządać aby zdarzenie zostalo wpisane do ksiażki wypadków, która musi być w każdej firmie. Gdy doszlo do wypadku komunikacyjnego zawsze należy wezwać policję. Ich protokól również będzie bardzo pomocny, nawet jeśli sprawca oddali się z miejsca zdarzenia, a także gdy sami mamy jakies obawy. - Tuż przed naszym spotkaniem odebrałem telefon od osoby która brała udział w kolizji dwóch aut. Doszło do niej z winy drugiego kierowcy, ale ta osoba bała sie wezwać policję, gdyż sama nie miala waźnego ubezpieczenia. Tłumaczyłem, ze ta okoliczność wcale nie pozbawia jej prawa do odszkodowania – dopowiada Tutkaj.
Wiemy z przysłowia, że Polak jest mądry po szkodzie, choć też nie na pewno. Aczkolwiek warto być przynajmniej po szkodzie, niż wcale.
Tekst i fot. Robert Małolepszy
Tygodnik Polski Nr 16 (94)
Od ofiary do zwycięzcy, czyli jak ubiegać się o odszkodowanie w Wielkiej Brytanii.
Przyjeżdżając do Londynu większość z nas nie zdaje sobie sprawy o prawach, które nam tutaj przysługują. Często słyszymy opowieści o Polakach, którzy zostali napadnięci, pobici, okaleczeni. Większość z nich decyduje się na szybki powrót do Polski. Jest jeszcze jedno wyjście - walka o odszkodowanie. Jeśli padłeś ofiarą przestępstwa - masz prawo do odszkodowania. Criminal Injuries Compensation Authority to instytucja powołana przez rząd brytyjski do niesienia pomocy osobom poszkodowanym.
Walcz o swoje prawa
Polacy, którzy pracują w Wielkiej Brytanii mają szereg praw z których często nie zdają sobie sprawy. Jednym z nich jest prawo do odszkodownia w razie wypadku przy pracy.
Każdego roku do Zjednoczonego Królestwa przyjeżdżają dziesiątki tysięcy obywateli polskich. Setki padają ofiarą mniejszych lub większych wypadków, również przy pracy. Na ogół nawet nie przychodzi im na myśl, by starać sie o odszkodowanie. Na ogół wynika to z nieświadomości swoich praw.
Samo życie
W pracy mówią na niego James Bond bo nigdy nie wychodzi z domu bez balsamu do rąk i żelu do włosów. Jest elegancki, wysportowany, opalony i tryskający energią. Nigdy nie pomyślałabym, że jeszcze niedawno jego życie wyglądało zupełnie inaczej. Tomka spotkałam w jednej z polskich kawiarni przy King Street w Londynie. Nie sposób było go nie zauważyć. Uśmiechnięty, szarmancki, flirtował z każdą dziewczyną znajdującą się w pobliżu. W końcu przyszedł czas i na mnie. Tomek zaproponował wyjście do kina. Gdy zapytałam o tytuł, bez wahania radośnie oowiadczył - oczywiście "James Bond"!
Nie bój się walczyć o swoje prawa.
Beata przyjechała do Londynu ze swoim nowo poślubionym mężem Robertem w listopadzie 2001 roku. Obydwoje świeżo po technikum. Wcześniej przez 3 miesiące szukali pracy w Polsce, nie udało się. - Nie chcieliśmy być cały czas na utrzymaniu rodziny więc zdecydowaliśmy się na wyjazd do Londynu, mówi Beata. Po krótkim czasie znalazłam pracę w pralni. 6 dni w tygodniu, od 8 do 6 wieczorem za 120 funtów.
O brytyjskich odszkodowaniach
Wszyscy wiemy, dlaczego wielu Polaków w Wlk Brytanii pracuje nielegalnie. W kraju nadal nie każdy żyje choćby w minimalnym dostatku i jedyne wyjście, zwłaszcza dla młodych, by się dostać z przysłowiowego "dołu" czy "dna", to popracować na Zachodzie. Docelowym miejscem staje się najczęściej Londyn.
U nas na budowie
Według danych Construction Safety Campaign, liczba ofiar śmiertelnych wśród pracowników budowlanych w Wielkiej Brytanii sięga 100 rocznie, w samym Lonynie jest ich około 29.

